sobota, 27 czerwca 2015

Rozdział XII ~ "Nie wierze w ludzkie obietnice"

Płakała. Zamknięta w pokoju, ryczała w poduszkę jak mała dziewczynką, kiedy Emil pakował swoje rzeczy, kiedy słyszała jego kroki na schodach, kiedy odchodził żegnając się z członkami OBN i kiedy prosił o opiekę nad nią.
Chciała go zatrzymać, ale wiedziała że nie może. Nie może zatrzymać go tylko dla siebie… mimo że tego chciała. Wiedziała że to samolubne.
Wiedziała też że nie może się nad sobą użalać.
Koniec.
Nie ma go.
Do tej pory zawsze polegała na nim, ale teraz musiała działać sama. Pytanie: co ma robić? Siedząc tu raczej nie prześcignie innych graczy… w końcu nie tylko ona korzysta z pomocy OBN. Wątpiła że sama namierzy z złapie demona… Ta szurnięta siostra Moriena powinna jej udzielić jakiś wskazówek - taki był plan… niestety prawie skończył się wykrwawieniem.
Jest tak blisko Nathaniela a i tak nic nie może zrobić. To bolało. Bardzo.
W końcu nie wymyśliła nic konkretnego. Pozostawało jej tylko siedzenie tu i korzystanie z dobroci tych ludzi, aż nie znajdzie jakiejkolwiek wskazówki co miałaby dalej robić.
Tak myśląc, zasnęła…
Obudziła się nagle wyrwana ze snu przez koszmar. Usiadła na łóżku głośno dysząc.
Z dołu dobiegały hałasy. Natt i Morien znowu się kłócą?
Uspokoiła się i zeszła na dół.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Widok który ujrzała schodząc po schodach raczej nie należał do codziennych, ale Yumi już przywykła do tego, że codzienność minęła dawno. Wcale więc jej nie zdziwił widok związanej kobiety na kanapie i Moriena który wrzeszczał, że jak zwykle go wykorzystują, oraz Natta usiłującego go uspokoić. Po chwili zrozumiała kim jest ta kobieta, ale nawet to już jej nie zdziwiło…

Na kanapie siedziała psychiczna siostrzyczka Moriena, którą Yumi nazywała “Jinx”... co za ironia że to właśnie o niej myślała zasypiając i że to właśnie ona kroiła ją na kawałki w je koszmarze, jakieś 5 minut temu. Kiedyś podobna sytuacja miała miejsce naprawdę, ale Yumi nie chciała o tym myśleć.
Nie chciała też myśleć skąd ona się tu wzięła, ani dlaczego jest związana. Mimo woli zaczęła się zastanawiać:
Przyszła odwiedzić braciszka? Jak tak to braciszek najwyraźniej nie jest w humorze. Chyba właśnie próbuję odreagować molestując Nathaniela… Chwila co?! Takiego wała! To mój facet! Może i po praniu mózgu ale mój! Jeszcze brakuje żeby pedała z niego zrobili…
 - Morien! - krzyknęła trochę głośniej niż zamierzała.
Demon co prawda wcale nikogo nie molestował (trochę ubarwiła to w myślach), ale był nieźle wkurzony i przygwoździł Natta do ściany z taką siłą że Yumi przez chwilę była pewna że ma zamiar go pocałować.
Może miał? Nie chciała wnikać w jego orientacje, ale teraz przynajmniej miała pewność że nie jest jabłkofilem.
 - Czego?! - zawołał.
Nerwowy gościu - czasami miała wrażenie że nie wytrzyma i kogoś rozszarpie.
 - Ee… czemu twoja, jakże miła i spokojna siostra siedzi związana na kanapie w salonie??
 - Kurwa. Może i siostra, ale ja się do niej nie przyznaje. Mało tu ludzi?! Komu innemu zawracaj głowę o wyjaśnienia! - to mówiąc wszedł na górę dudniąc po schodach wielkimi glanami. I tyle go widziała.
 - No dobra… ktoś mi powie w końcu o co chodzi?
Odezwał się Nathaniel (a raczej jego wersja w okularach)
 - Nie wyglądasz na zdziwioną - zauważył.
Nic mnie już nie zdziwi… ty jesteś tego najlepszym przykładem - pomyślała.
 - Po tym jak Morien zabrał cię z tego walącego się budynku i uśpił demona, nasi ludzie ją zabrali. Była trzymana w piwnicy innego budynku, który do nasz należy aż się trochę nie uspokoiła. Teraz chcemy wydobyć z niej informacje - wytłumaczył - a ty nam w tym pomożesz. Masz pierwszeństwo na tle innych graczy, w końcu dotarłaś do niej jako pierwsza.
Yumi nic nie odpowiedziała, tylko uśmiechnęła się lekko szaleńczo.
Nareszcie złapała jakiś trop, po tylu tygodniach siedzenia w miejscu.
Musi tylko poradzić sobie bez Emila.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

“a ty nam w tym pomożesz”
No spoko. Ale jak?
Dziewczyna siedziała przed nią związana i patrzyła na Yumi czerwonymi oczyma, wzrokiem pełnym pogardy. Musieli się wynieść z salonu bo pani Sasha dała im wyraźnie do zrozumienia że nie życzy sobie związanych kobiet-demonów u siebie na kanapie.
 - Gadaj co wiesz - zażądała Yumi. Głos jej lekko drżał.. raczej nie była przyzwyczajona do wydawania rozkazów.
 - Niby czemu miałabym ci coś powiedzieć? To nie ty mnie odkryłaś! - prychnęła.
 - W takim razie powiedz kto dokładnie to zrobił - rozkazał Natt.
 - To bez znaczenia - odpowiedziała wzruszając ramionami.
Spojrzeli na nią pytająco.
 - Oh.... nie żyje, okey? - wyjaśniła, takim tonem jakby to było oczywiste.
Może faktycznie było.
 - Gadaj co wiesz bo zaraz nie będzie tak wesoło! - warknął Nathaniel.
Yumi zadrżała. Nie pamiętała żeby kiedykolwiek był taki władczy, zdenerwowany, stanowczy i groźny. Właściwie taki też jej się podobał… chociaż zdjęła by mu te okulary i inaczej ułożyła włosy.
Pranie mózgu. Pamiętaj Yumi, pranie mózgu - powtórzyła w myślach potrząsając głową.
Demonica tylko się zaśmiała.
Natt kontynuował, ale bez większych skutków.
 - Morien, może być tak wytłumaczył siostrze że…
 - To jest jebany piroman, a nie moja siostra. - przerwał.
 - … że naprawdę potrafię załatwiać sprawy o wiele mniej pokojowo.
 - Wszystko fajnie, ale może najpierw mi wytłumacz czemu jesteśmy w moim pokoju?! Co to sala przesłuchań?!
 - Proszę - powiedziała Yumi.
 - Tak prosimy - przytaknął jej Natt.
My. Ogarnęło ją cudowne uczucie kiedy to powiedział.
Morien przewrócił czerwonymi oczami, zdjął nogi z biurka, siadając prosto i skierował wzrok na siostrę.
 - Tak Dewro, jeśli Natt się naprawdę wkurzy potrafi wypalać demonom oczy rozgrzanym, kapiącym woskiem i nie tylko to...
Dewra (tak musiała mieć na imię, chociaż Yumi nigdy się nad jej imieniem nie zastanawiała), przez chwilę miała w oczach przerażenie ale po chwili prychnęła.
 - Nie gadam z tobą braciszku - splunęła na podłogę - zdrajco szatana.
Morien wzruszył ramionami.
 - Mówiłem, nie w moim pokoju. Teraz mam jej obleśną ślinę na panelach.
 - Powiedz mi dlaczego im pomagasz? Nie widzisz tego?! To cholerna fundacja charytatywna dla tych pustych ludzi w piekle?! Pomagać ci się zachciało?! Bo na “wolność” mi to nie wygląda…
Zaczęła się szarpać, ale nic jej to nie dało. Mieli racje, ona była wykończona… trzymali ją wiele tygodni w zamknięciu, bez jedzenia. Widać było że jest zmęczona.
 - No dobra… ale musicie wyjść. Będę rozmawiać tylko z tą małą - wskazała na Yumi - a nie z żadnym OBN. Oczywiście jeśli nie boi się ponownie zostać ze mną sama w pokoju - uśmiechnęła się szyderczo.
Wszyscy spojrzeli na Yumi.
Kiwnęła głową.
 - W porządku.
 - Czemu to ja mam wychodzić z własnego pokoju?! - zapytał Morien.
 - Daj już spokój… - powiedział Natt z rezygnacją pociągając go za sobą.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

 - Cześć - powiedziała Dewra szczerząc radośnie zęby - nie chciało by ci się może mnie rozwiązać?
 - Zapomnij - powiedziała Yumi siadając na obrotowym krześle, na którym siedział Morien zanim wyszedł - jesteście bardzo podobni…
Demonica spojrzała na nią pytająco.
 - Ty i Morien.
 - Oczywiście, w końcu jesteśmy bliźniakami. Ale uwierz mi że podobieństwo dotyczy tylko wyglądu… nie chce mieć z tym pedałem i mięczakiem nic wspólnego.
Yumi chciała ją zapytać jak to się stało że tak się nienawidzą i czemu Morien stał się zbuntowanym demonem a potem dołączył do OBN, ale wiedziała że nie tego ma dotyczyć ta rozmowa.
Musiała przejść do konkretów.
 - A więc…?
 - Eh… zaraz ci ładnie wszystko powiem - znowu się uśmiechnęła - ale musisz obiecać że potem mnie wypuścicie - zażądała - … i żadnego wosku w oczy - dodała.
 - Sądziłam że żartowali z tym woskiem i w ogóle - zdziwiła się Yumi.
 - Uwierz mi że nie. Można by pomyśleć że nie tylko ja jestem tu masochistką…
Yumi się wzdrygnęła.
 - Dobrze obiecuje.
 - No i to mi się podoba... a teraz mnie rozwiąż.
 - Tak dobrze to nie ma.
 - Nie mam przy sobie broni, jedyne drzwi to te za tobą, a za nimi są ten okularnik i mój braciszek… raczej nie pozwolą mi uciec. Po prostu muszę mieć gwarancje że mówisz prawdę. Nie wierze w ludzkie obietnice.
Przez chwilę się wahała, ale rozwiązała jej ręce. Wiedziała że jest głupia i nierozsądna, zwłaszcza że najlepiej wiedziała do czego ta osoba jest z dolna. Z drugiej strony w tym co mówiła Dewra było trochę racji. Też nie wierzyła w obietnice…
Zadowolona że znowu może ruszać rękoma, skrzyżowała je na piersiach z zwycięską miną.
 - A teraz mów.
 - Nie - powiedziała z kpiną.
Yumi ze strachu stanęło serce. Przynajmniej takie miała wrażenie.
Dewra się roześmiała.
 - Żartuje… tylko się droczę… ależ ci ludzie są głupi… aż się chce was kroić…
 - Proszę oszczędź szczegółów - zrobiła się blada.
 - Ta… a więc przejdę od razu do rzeczy. Jedyną informacją jaką posiadam to dane o położeniu innego demona… ale spokojnie, nie rób takiej miny! To nie jest taki zwykły demon! Jeden z najsilniejszych i najważniejszych w grze… nawet ja bym z nią nie zadzierała.
Nią - Yumi wyłapywała informacje - czyli to kobieta…
 - Podaj jej położenie - zażądała.
Dewra cicho zaklęła. Widać nie zamierzała mówić o płci… to trochę ułatwi szukanie.
 - Co to za miejsce? - dopytywała Yumi dalej. Traciła już cierpliwość.
Z ust jej rozmówcy wydobył się dobrze jej znany psychopatyczny śmiech.
 - Mały Hotelik pani Marie na przedmieściach.
Że kurwa co? - pomyślała Yumi - … eh… a zawsze powtarzam że już nic mnie nie zdziwi… Czyli co? Wracam do punktu wyjścia?

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Siedzieli w gabinecie Natta. Dewra została wypuszczona na wolność. Yumi miała nadzieje że nie przyjdzie jej do głowy wysadzanie w powietrze kolejnych budynków… w każdym razie nie chciała się z nią już więcej widzieć.
Opowiedziała im czego się dowiedziała i oczywiście oznajmiła że ma zamiar się tam udać. Natt zaproponował żeby wysłać tam ludzi z OBN, ale stanowczo zaprotestowała.
 - Nie. To mój trop i sama się tam udam… muszę zyskać jakąś przewagę, a Dewra mówiła że to ważny demon.
 - Od kiedy mówicie sobie po imieniu? - zapytał Morien z sarkazmem.
Zignorowała go.
 - Nie dasz sobie rady sama… - zaczął Natt.
 - Uważasz że jestem słaba?
 - Nie. Nie nie uważam że jesteś słaba… wręcz przeciwnie, jesteś odważna. Myślę że inny człowiek dawno by zwariował po tym co przeszłaś…
Takie słowa... z jego ust. Takie słowa z ust Natta - Yumi poczuła się sto razy bardziej odważna niż kiedykolwiek.
 - Dziękuję... ja…
 - Dość, bo się porzygam tęczą - przerwał Morien.
 - Chodzi mi o to że nie możesz tam iść bez Emila… prosił żeby cie pilnować. Nie masz przewodnika. Pójdziesz tam sama i co zrobisz kiedy sytuacja cię przerośnie?
Martwi się o mnie? - pomyślała - Oh.. Natt… robię to tylko dla ciebie dupku.
 - Ale…
 - Nie pójdziesz tam sama - powtórzył stanowczo.
 - No to ciekawe z kto mógłby pójść ze mną?! Bo ja nie zrezygnuję!!
Zapadła cisza. Oczy Nathaniela powoli przeniosły się na demona.
 - Ee… Morien…?
 - Takiego wała! Nawet nie kończ!!!
Kłótnia trwała co najmniej trzy godziny… albo nawet pięć z przerwami. W każdym razie w efekcie końcowym Yumi miała partnera do wyprawy. Wyjątkowo marudzącego partnera.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Od Autora:
Witam wszystkie duszyczki!
Dziękuję za przeczytanie
Przepraszam za błędy
Proszę o komentarze :D tak standardowo ;)
Mam nadzieje że rozdział jest OK - rozpoczyna on ostatnią sagę, czyli zbliżam się do końca o.O Pierwszy rozdział opublikowałam w październiku, czyli pisałam tę historie cały ten rok szkolny. Teraz (mam nadzieje że mi się to uda) rozdziały będą częściej i jeśli pójdzie wszystko zgodnie z planem to do końca wakacji skończę...
Dajcie znać jak wam się podoba postać Moriena (bo się zastanawiam czy po zakończeniu GOZ nie napisać o nim osobnej krótszej serii - taka jakby kontynuacja z innym głównym bohaterem) :D
Pozdrawiam i życzę miłego i superowego lata :3 ~!

sobota, 13 czerwca 2015

Rozdział XI ~ Hamowane łzy bolą najbardziej ~

Yumi obudziła się w miękkim łóżku. Tak bardzo przypominało jej własne łóżko w Tokyo w którym kiedyś spędzała tak wiele czasu… Przez chwilę poddała się temu złudzeniu i uśmiechnęła się na myśl że za chwilę wskoczy na nią jej kot, dając wyraźnie do zrozumienia że czas wstawać. Potem ubierze swój mundurek szkolny, zje śniadanie, pójdzie pomęczyć się tej głupiej szkole… a potem przyjdzie po nią Nathaniel i resztę dnia spędzą u niego… noc zresztą też… będzie szczęśliwa.
Tak bardzo chciała żeby właśnie to ją czekało kiedy otworzy oczy…
Niestety, rzeczywistość była inna. Obróciła się na drugi bok i skrzywiła czując piekący ból, nadal nie wygojonych ran po przeżyciach w zawalającym się budynku.
Ból drastycznie przywrócił ją na ziemie.
Czasami w życiu już tak jest że ból gojących się ran obudzi cię zamiast kota. Normalka - pomyślała siadając na łóżku.
Nadal znajdowała się w siedzibie OBN. Było tu dużo małych pokoi dla ludzi szukających pomocy. Była tu dopiero od tygodnia, ale już bardzo zżyła się z tym miejscem. Toru i Sasha byli wspaniałymi ludźmi pełnymi miłości… gotowymi pomagać potrzebującym. Poświęcili temu swoje życie, które zgodnie z zasadami gry, mogli kontynuować na ziemi. Yumi podziwiała ich za to że mimo takiej możliwości zostali aby pomagać kolejnym graczom. Wiedziała że sama by się na to nie zdobyła.
Zostać tu na zawsze? W piekle?!
Z drugiej strony wiedziała że tylko dwie osoby opuszczą to miejsce. Oczywiście postanowiła już że będzie to ona i Nathaniel. Taki był cel tej gry.
Ale co jeśli jej się nie uda? Do tej pory starała się nie dopuszczać do siebie tej myśli, jednak im dłużej siedziała tu bezczynnie, tym więcej myślała i coraz częściej wpadała myślami na to właśnie pytanie…
Potrząsnęła głową.
 - Muszę wziąć się w garść - szepnęła sama do siebie.
Może OBN było najlepsza rzeczą która ją tu spotkała. W końcu Sasha i Toru byli jedyną rzeczą która była tu prawdziwa. Ludzie niosący pomoc. Działający poza zasadami tej gry.
Mimo to czuła się tu źle. Czemu?
Nathaniel. Na dźwięk tego imienia we własnym umyślę zadrżała.
Wiedziała że coś tu jest do cholery nie tak. Wiedziała też że nie pozwoli nikomu robić z siebie jaj. Natt nie był ich synem, co oznaczało że nawet tu nie odbyło się bez prania mózgu.
Nie mogła tego znieść.
Miała też wrażenie że Emil, mimo swoich zapewnień wcale nie próbuje sprawdzić co tu jest nie tak. Wręcz przeciwnie… od kiedy tu są prawie nie wychodzi z gabinetu Natta i całymi dniami pochłania informacje tam zgromadzone.
Wielokrotnie go wypytywała czy szuka czegoś konkretnego. Zawsze odpowiadał wymijająco.
Wiedziała że coś przed nią ukrywa. Nie mogła jednak mieć mu tego za złe…

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Emil miał wyrzuty sumienia że oszukuje i zaniedbuje Yumi. Oszukuję było złym słowem, bo przewodnik nie może kłamać… mimo to nie wyznał jej czego szuka.
Coraz częściej zastanawiał się czy nie zrobić tego samego co Melanie która zostawiła Ninę i gdzieś tam jest… szuka JEJ, kiedy on siedzi bezczynnie i ma nadzieję że znajdzie coś w tych komputerach. Nie umiał podjąć decyzji.
 - Żałosne - wyszeptał sam do siebie. Tak właśnie się czuł. Żałosny.
 - Coś mówiłeś? - zapytał Natt siedzący obok.
 - Nie nic…
Tak bardzo chciał pomóc Yumi… wiedział co ona czuje. Pamiętał jak bolesny był widok brata, który z kolei nie miał pojęcia kim jest.
Z drugiej strony wiedział że Yumi jest tu. Bezpieczna… może nie szczęśliwa, ale ŻYWA. Z kolei o stanie Sophie nie wiedział nic. Oprócz tego że prawdopodobnie nie żyje. Chociaż nie dopuszczał do siebie tej myśli i był pewny że gdzieś się ukrywa, czuł że to ON powinien jej szukać.
Jego mózg podjął już decyzje za niego, ale jakaś część nadal walczyła.
OBN wydawało się bezpiecznym miejscem. Ale oboje z Yumi wiedzieli że nie do końca tak jest. Nie mógł zostawić jej z takim ciężarem na sercu.
Nie mógł też siedzieć bezczynnie kiedy nie miał pojęcia co się dzieje z Sophie. Obiecała u że przeżyje…
Nie powinna. Życie nie zawsze jest zależne od nas.
Chciał być przy każdej z nich. Jednocześnie.
Oczywiście było to nie możliwe.
 - Żałosny - powtórzył jeszcze raz. Tym razem Natt nie usłyszał.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Yumi jeszcze raz przez chwilę poczuła szczęście. Jadła śniadanie: ciepłe, chrupiące bułki z słodkim czekoladowym kremem. Nutella w piekle? Nie wnikała, ale była pewna że właśnie to jadają na śniadanie w niebie.
Pani Sasha wpychała w nich jeszcze po jednej, a Yumi bynajmniej nie protestowała.
Przy stole siedział też pan Toru i Glivia (Yumi dalej nie wiedziała kim dokładnie jest ona w grze, ale również była członkiem OBN - to ona wtajemniczyła w tą grupę Ninę)
Nina co kilka dni przychodziła zdać raport Nattowi. Tak jak wiele innych osób, których Yumi oczywiście nie znała. W każdym razie nie było dnia w którym kilka osób nie zawitało choć na chwile do tego domu.
W końcu pan Toru był jedynym lekarzem w GOZ, a to miejsce jedynym niepodległym szatanowi i jego zasadą.
Morien stał opierając się pod ścianę, jedząc jabłko w ślimaczym tępię i marudząc pod nosem że nie znosi czekolady.
Taa… pewnie doskonale by się dogadał z Julesem - pomyślała Yumi z przekąsem i uśmiechnęła się na myśl o roześmianym chłopaku o czekoladowych oczach.
Nagle po schodach zszedł Emil. Zapewne na śniadanie. Widać było jak bardzo jest zmęczony, pod oczami miał wory… Odniosła też wrażenie że schudł (mimo że i tak był drobny) co było dziwne, bo kiedy pani Sasha gotuje każdy najadał się do syta, a nawet bardziej.
 - Emil! - zawołała z uśmiechem pod którym ukrył się cały jej ból.
Yumi zdziwiła się jak bardzo cieszy się na jego widok. Miała wrażenie jakby nie widziała go przez miesiąc.
Na szczęście wiedziała że to był tylko tydzień. No i niby widywali się codziennie… Miesiąca by nie wytrzymała.
Bez Emila zawsze czuła się bezradna. Tylko jemu mogła tu zaufać całkowicie.
Chłopak usiadł obok niej i sięgnął po słodką bułkę. Widok Emila siedzącego obok i jedzącego pyszny krem czekoladowy, z tą typową dla niego miną jakby zaraz miał rzucić jakąś sarkastyczną uwagę … - Yumi miała ochotę zrobić mu zdjęcie.
Po chwili jednak na jego twarzy znów było widać zmęczenie i… cierpienie. Była pewna że coś go męczy. Już miała nie wytrzymać i spytać, kiedy on się odezwał:
 - Yumi, chciałbym z tobą pogadać… Co powiesz na spacer?
Szczera rozmowa i spacer? Tak, tego potrzebowała.
 - Jasne - przytaknęła zadowolona.

✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Szli długo, niewiele rozmawiając. Emil sprawiał wrażenie jakby chciał jej coś wyznać, ale nie bardzo wiedział jak… zbierał się w sobie.
Kiedy dotarli do mostka (tego samego przy którym spotkali się przy odkryciu ostatniego demona, przed akcją w zawalającym się budynku która okazała się przełomem w ich rozgrywce…)
 - Yumi - zaczął w końcu.
Stanęła. Było to dobre miejsce na rozmowę. Wszystko z tą widzieli, więc nie było mowy żeby ktoś ich podsłuchał. Kiedy się rozejrzała i zobaczyła szare, brzydkie budynki miasta, nie pierwszy raz zaczęła się zastanawiać co jest poza jego granicami. Miała kiedyś o to zapytać Emila… ale chyba nie był to najlepszy moment.
Spojrzała na niego pytająco.
 - Nie wiem jak mam ci to powiedzieć, ale proszę wysłuchaj mnie. Nie mam zamiaru się usprawiedliwiać. Chcę cię po prostu zapoznać z sytuacją. Zasługujesz na to… Chcę żebyś wiedziała że jesteś dla mnie ważna, rozumiesz?
Ważna ale mimo to cię zostawiam - dopowiedział w myślach i poczuł nagłą ochotę żeby się spoliczkować.
Yumi kiwnęła głową, nie wiedząc do czego zmierza.
 - Pamiętasz jak ci mówiłem że “mam kogoś na oku” czy coś takiego? - zapytał niepewnie patrząc w inną stronę.
Wyglądała na zdziwioną ale znów kiwnęła potwierdzająco. Pamiętała… to prawda, ale sądziła że żartował. Zrobiło jej się trochę głupio, że nie wzięła tego na poważnie. Kiedyś nawet śmiała się z Julesem, że Emil jest gejem i jest zakochany z panu Aleksandrze… potem okazało się że to jego brat. Potrząsnęła głową. Nieważne.
 - A więc jest tu w GOZ dziewczyna, bardzo dla mnie ważna. Kocham ją. - wypowiedział te słowa z takim uczuciem że ani przez chwilę w to nie wątpiła - rozstaliśmy się po zakończeniu poprzedniej GOZ. Ja zostałem twoim przewodnikiem a ona… nie wiedziałem. Aż do momentu kiedy Nina mi powiedziała. Sophie została przewodnikiem morderczego brata, a wiadomo co oni robią z przewodnikami… - głos mu się załamał - Nie będę mógł się na niczym skupić puki nie dowiem się czy żyje. Czy jest bezpieczna.
Yumi była wstrząśnięta. Cały ten czas spędzony z nią, Emil cierpiał w środku tęskniąc za ukochaną.
A teraz nie wiedział czy żyje.
 - Oh Emil… nie miałam pojęcia. Mogłeś mi powiedzieć, ja… tak mi przykro…
 - Chciałbym spróbować jej poszukać - oznajmił przerywając jej i patrząc na swoje buty.
Było oczywiste że trudno mu było o to prosić. Cały tez czas chcieli odzyskać Nathaniela, teraz powinna mu się odwdzięczyć..
 - Oczywiście - powiedziała - poszukamy jej. Należy ci się to.
Chłopak rozszerzył oczy w zdziwieniu.
 - Nie, Yumi. Źle mnie zrozumiałaś… Chce jej szukać ale SAM. Rozumiesz? Nie możesz iść ze mną… Jako przewodnik nie powinienem cię zostawić. Mam nadzieje że mi wybaczysz. Kiedyś. Ale ty nie możesz zmieniać celu. Masz odzyskać Natta, pamiętasz? Naprawdę w ciebie wierze… na prawdę chcę ci pomagać, ale… - głos mu się załamał.
Yumi poczuła się jakby most na którym stoją nagle się zarwał a ona leciała w dół i spadała… spadała… zupełnie tak jak wtedy gdy przedostawała się do piekła. Teraz nie była jednak tak pewna siebie, ja wtedy. Zawsze kiedy nie miała przy sobie Emila czuła się bezradna, a teraz miało go zabraknąć. Ale na jak długo? Nie wiadomo. Być może na zawsze.
Miał racje… nie mogła iść z nim. Co ona w ogóle sobie myślała? Musi dążyć do celu. A celem jest Nathaniel.
Nie mogła wiecznie polegać na Emilu. Musiała pozwolić mu odejść. Była mu to winna…
 - Oczywiście - postarała się uśmiechnąć - Poradzę sobie! - zapewniła go, zamykając oczy, aby nie dać łzą możliwości popłynięcia…
Uśmiechnij się - powtarzała sobie w myślach.
Hamowany łzy bolą najbardziej…


✝~ ⁕✢ ~࿇~ ✢⁕ ~✝

Od Autora:
Wróciłam! Nareszcie! Co prawda ostatnio pisałam że mam dołek pisarski... ale moja nieobecność była bardziej spowodowana zepsutym laptopem. Kiedy go odzyskałam od razu napisałam tą notke. Na raz xD Przepraszam że taka krótka, ale dopiero się rozkręcam (mam nadzieje że ktoś jeszcze czeka)
Wszystko sobie poukładałam i już mam plan jak poprowadzić tą historie do końca. Od następnego rozdziału zaczynam nową i ostatnią sage (w końcu ta nosiła nazwę "dwa kruki" więc ich rozstanie powinno ją kończyć... ;-;) Przepraszam że specjal w końcu się nie pojawił, ale na razie nie mam na niego weny, więc wolę się skupić na historii a potem lub w miedzy czasie walnąć jakieś one-shoty xD
Jak zwykle proszę o komentarze i pozdrawiam :)
Hope Land of Grafic